Pingwin burzy porządek w branży SEO

Ostatnie zmiany w algorytmie Google sprawiły, że krew szybciej płynie chyba w każdej agencji SEO. Ilość przeprowadzonych w naszej firmie dyskusji na ten temat musi znaleźć swoje ujście na blogu 🙂
A więc, do dzieła!

Wypuszczona w kwietniu 2012 roku aktualizacja pod nazwą Pingwin swoje prawdziwe oblicze pokazała dopiero w lipcu, kiedy to w polskich wynikach wyszukiwań pojawił się niezły zamęt.

Jak zwykle w takich przypadkach przedstawiciele potentata internetowego mówili wiele o promowaniu wartościowych stron z dobrym contentem oraz użytecznych dla użytkowników, a także celowaniu w spam. Jednak trudno uwierzyć w te tłumaczenia, kiedy raz po raz napotyka się na „ciekawostki” w stylu:

– powielone wyniki z wikipedii, cylexu i innych dużych portali dla niektórych zapytań
– marne zapleczówki w czołówce rankingu itp.

Jeśli to ma na myśli Google, mówiąc o poprawieniu jakości wyników i satysfakcji użytkowników, to chyba zupełnie odmiennie definiujemy pojęcia jakości i satysfakcji.

W tej chwili w całym świecie SEO trwa gorąca dyskusja, za co kary spotkało tak wiele stron, często pozycjonowanych różnymi metodami i według zróżnicowanych strategii. Wśród najczęściej pojawiających się przyczyn spadków wymienia się m. in.: przeoptymalizowanie, stosowaniu ściśle dopasowanych słów kluczowych (brak różnorodności), keyword stuffing, obniżeniu wartości linków z katalogów i precli, wzmocnieniu siły linków i like-ów z social media itp.

Z drugiej strony spam, który nadal możemy zauważyć na wysokich pozycjach, nie pozwala wysnuć jednej teorii, która pasowałaby do wszystkich przypadków.

W internecie można też spotkać się z głosami, że celem Google jest pozbycie się branży SEO i zgarnięcie jej zysków poprzez AdWordsa (zresztą ten argument powraca nie pierwszy raz).

Ciekawe, co tak naprawdę knuje Google?

Pingwin, który do tej pory budził raczej pozytywne skojarzenia, dziś wydaje się groźniejszy niż kiedykolwiek.